Dnia 18 listopada 2008 o godz 16:10 pan Gabriel (tak go nazwijmy) wyszedł z domu z silnym postanowieniem dokonania zmian w swoim dotychczasowym, monotonnym życiu.
Ubrany w czarny dres i kiczowatą, wełnianą czapkę (jako że w tym czasie do miasta zawitał już arktyczny oddech) zaczął powolnym truchtem przemierzać ulice, stopniowo przyspieszając.
(W tym punkcie pragnął bym nadmienić, iż pan Gabriel od wczesnego dzieciństwa borykał się z problemem postępującej astmy oskrzelowej, a od niedawna miał również problemy z sercem)
Z sobieskiego skręcił w książąt pomorskich obieracjąc kierunek na plażę. Już na wysokości sp. 10 zaczął odczuwać nieprzyjemne kucie w sercu i powoli narastający ścisk w okolicy klatki piersiowej, uniemożliwiający swobodne oddychanie. Dobiegłszy do Tropikalnej wyspy zatrzymał się na chwilę aby odpocząć i przemyśleć następny ruch.
-Molo... - pomyślał i pełen determinacji ruszył w kierunku architektonicznej ikony Sopotu. Był to pierwszy taki bieg od przynajmniej pięciu lat. Gabriel wiedział, że tą poprzeczkę ustawił sobie bardzo wysoko i może to okazać się niebezpieczne w skutkach dla jego zdrowia. Po kolejnych dwustu, może trzystu metrach, ból stał się nie do zniesienia, a gardło było prawie jak zmiażdżone ogromnym, niewidzialnym imadłem. W pewnym momencie, gdy Gabrielowi wydawało sie, iż jest na skraju wyczerpania, czas jakby się zatrzymał. W jedej sekundzie uleciały wszystkie nieprzyjemne, rozpraszające myśli, wspomnienia...
Teraz już wiedział co robić. Teraz, albo nigdy. Molo, albo OIOM. Ból w okolicach serca zniknął. I chociaż duszności zostały, Gabriel z nowym zastrzykiem energii jaki dały mu sinusoidy dźwięku kawałka "Sparks", wydobywającego się ze starych słuchawek "Thomson" połączonych z iPodem dzierżonym w dłoni, dobiegł do drewnianego wspornika, tuż przy brzegu. Położywszy dłoń na grubym palu uśmiechnął się w duchu...
-No, to teraz jazda z powrotem!
wtorek, 18 listopada 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
A ja doskonale wiem kim jest Pan Gabriel...
Prześlij komentarz